poniedziałek, 8 października 2012

RECENZJA: Lovely Matte Make Up vs. My Secret Matt Eye Shadow

W związku z moim najnowszym nałogiem kupowania i testowania kosmetyków, postanowiłam poszerzyć tematykę bloga o dodawane recenzje.

Pierwsza z nich będzie poświęcona porównaniu dwóch cieni do powiek: Lovely, Matte Make Up, nr 04 (podwójne cienie - oceniam tylko ciemniejszy odcień) i My Secret, Matt Eye Shadow, nr 510. Porównuję je dlatego, że od jakiegoś czasu szukałam jak najciemniejszego cienia w przystępnej cenie, który zastąpiłby w mojej kosmetyczce eyeliner (nie lubię eyelinerów dlatego, że są bardzo nietrwałe).

Cena:
Lovely, Matte Make Up - dostałam go w prezencie, ale ceny, które znalazłam w Internecie, wahają się między 6-8 zł/szt.
My Secret, Matt Eye Shadow - niecałe 8 zł w drogerii Natura, chociaż niejednokrotnie na forach czytałam, że dziewczyny kupowały je w promocji po 2-4 zł!

Dostępność:
nie ma problemu ze znalezieniem tych cieni - Lovely widziałam wielokrotnie w Rossmannie, natomiast My Secret dostępne są w Naturze.

Opakowanie:
Wizualnie bardziej podoba mi się opakowanie cieni z serii Lovely, jednak nie przypadło mi do gustu to, że dwa odcienie w opakowaniu nie są od siebie odseparowane, zlewają się ze sobą. Podczas aplikowania cień ciemniejszy miesza się z odrobiną jaśniejszego, przez co otrzymuję niejednolity odcień.
Za to przy używaniu cieni z serii My Secret na początku miałam problem z otworzeniem opakowania, jednak zamknięcie wyrobiło się po jakimś czasie i już nie łamię sobie paznokci :P Ponadto w jednym opakowaniu jest jeden cień, za co plus dla My Secret - nie ma problemu z wykorzystaniem kosmetyku do końca, a jego odcień do końca pozostaje jednolity.



Pojemność:
Lovely, Matte Make Up - 2,5g
My Secret, Matt Eye Shadow - 3g

Pigmentacja:
Noo i tu zaczyna się problem... Najlepiej przedstawię to za pomocą zdjęć, które można powiększyć, klikając w każde z nich:

Lovely, Matte Make Up nr 04


My Secret, Matt Eye Shadow, nr 510


Na powyższych zdjęciach wyraźnie widać, że My Secret bije Lovely na głowę, tym bardziej, że oba cienie w opakowaniach mają bardzo podobny odcień, jednak na powiekach wyglądają zupełnie różnie. Pod cienie zastosowałam bazę Joko Virtual, o której dowiedziałam się z bloga www.mudidudi.blogspot.com i autorce bardzo za to dziękuję, bo nakładanie cieni stało się łatwiejsze, a ich trwałość na powiekach jest teraz o wiele lepsza (bezpośredni link do recenzji bazy pod cienie TUTAJ).


Zawsze nakładam cienie metodą "na mokro", przy pomocy syntetycznego pędzelka firmy Milan w rozmiarze 4. Dzięki temu dobrze napigmentowany cień My Secret, Matt Eye Shadow nr 510 w pełni zastępuje mi eyeliner i wyparł już wszystkie kredki do oczu z mojej kosmetyczki :) Nałożony na bazę pod cienie zdecydowanie wytrzymuje przez cały dzień, nie rozmazuje się, nie odbija i nie roluje w załamaniu powieki.


Używałam już mnóstwo różnych cieni do powiek, jednak My Secret zostaje moim numerem jeden, również ze względu na niesamowitą wydajność produktu (malowałam już nim powieki kilkanaście razy, a w opakowaniu widać tylko leciutko startą powierzchnię cienia).

Dziękuję za odwiedziny, nawet mimo braku nowych wpisów na blogu :) Co jakiś czas postaram się dodawać recenzje kosmetyków, które szczególnie przypadły mi do gustu lub tych, których nie polubiłam.

buziaki :*

środa, 3 października 2012

DIY koralikowy naszyjnik

Tak mi się spodobał poprzedni fason naszyjnika, że postanowiłam zrobić kolejny, a czy będzie on ostatnim - to się jeszcze okaże :) Zresztą co tu dużo mówić - obejrzyjcie zdjęcia :D

Zdjęcia robiłam wczoraj wieczorem, bo już wtedy chciałam dodać post z tym naszyjnikiem, jednak stwierdziłam, że dziś, kiedy wrócę do domu po zajęciach, będzie lepsze światło. No ale... niekoniecznie :P dlatego jakie są, takie są - musicie mi wybaczyć :P

W sztucznym świetle...


... i w świetle dziennym...


... oraz zbliżenie na koraliki :)


Co się namęczyłam nanizaniem koralików na żyłkę i spinaniem tego wszystkiego w całość, to moje :P

W związku z tym, że rozpoczął się rok akademicki (a co za tym idzie, czeka mnie odbycie praktyk i pisanie pracy licencjackiej) będę tu rzadziej zaglądać. Mam jednak nadzieję, że jakoś bardzo tego nie odczujecie. W każdym razie postaram się systematycznie dodawać posty :) Dziękuję za każde odwiedziny, miło mi, że trafiam do coraz szerszego grona odbiorców :)

buziaki :*

poniedziałek, 1 października 2012

DIY naszyjnik z perełkami

Pomysł na taki naszyjnik zrodził się w mojej głowie już dawno temu, ale nie miałam czasu usiąść i robić biżuterię. Tzn. czas miałam, ale wolałam go wykorzystać inaczej. Dziś ostatni dzień mojego wolnego przed rozpoczęciem trzeciego roku studiów, dlatego wrzucam zdjęcia mojego tworu i idę korzystać z resztek słonecznej pogody :)

Jestem tu bez makijażu, nie ponoszę odpowiedzialności za straty moralne i rysy na psychice :D

...i zbliżenie:


A teraz uciekam korzystać z ostatnich chwil całkowitej wolności :D

buziaki :*

Ps. Jest Was odwiedzających coraz więcej, bardzo cieszy mnie ten fakt :) dziękuję za poświęcony czas na czytanie moich wpisów i zapraszam do mnie ponownie :)

niedziela, 30 września 2012

DIY uszyta bluzka

Chodząc po galerii handlowej z Mamą, w poszukiwaniu jakichś ładnych ciuszków dla Niej, natknęłam się na bluzkę, która mnie zachwyciła, a jej cena - zszokowała: 89zł za coś, co wygląda ładnie, ale w gruncie rzeczy jest zwykłym kawałkiem materiału?! SAMA TAKĄ USZYJĘ :D
Podreptałam więc do sklepu z tkaninami i kupiłam dwa materiały na bluzki: jeden w kolorze czarnym, drugi w beżowym. Łącznie zapłaciłam 10 zł. Na pierwszy rzut poszedł materiał czarny i powstało to...





Od jakiegoś czasu polowałam już na koszulkę-mgiełkę, no i w końcu mam :)
Nie wiem co to za materiał, nie znam się na tym, aczkolwiek jest bardzo lejący i prześwitujący :)

buziaki :*

piątek, 28 września 2012

DIY stjuningowana koszula

Ostatnio rzadziej dodaję posty, gdyż korzystam z resztki wakacji i spędzam czas z moim Ukochanym, zanim rozpocznie się rok akademicki i ze względu na studiowanie w różnych miastach, będziemy musieli skończyć z codziennym widywaniem się. Nie oznacza to jednak, że zaprzestałam diajłajowego tworzenia, o nie, nie!

Dziś pokażę, jak stjuningowałam czarną klasyczną koszulę :)

przed:

 po:

W sklepie "wszystko po 2,50 zł" kupiłam naszyjnik zrobiony z perełkowych koralików. Po powrocie do domu pocięłam go i wyskubałam 49 kuleczek :) Do kołnierzyka przyszyłam 20 koralików. Zdjęcia robione wieczorem, nie oddają prawdziwego charakteru perełek, ale jeśli tylko znajdę odrobinę wolnego czasu, postaram się zrobić lepszej jakości foto :) Dziękuję za uwagę :)

buziaki! :* :*

Ps. Kiedy sprawdzam statystyki wyświetleń mojego bloga i widzę, że mimo braku nowej notki, liczba odwiedzin strony jest duża, jest mi niezmiernie miło :) cieszę się, że czytacie moje słowa i zapraszam ponownie, wkrótce nowe wpisy :)

sobota, 22 września 2012

DIY kolczyki ćwiekowe + naszyjnik z nakrętek na śruby

Zacznę od mini-tutorialu: jak zrobić najprostsze kolczyki świata z użyciem ćwieków.

Potrzebujemy: 

- 2 x srebrna baza do sztyftowego kolczyka (cena za parę w sklepie internetowym to około 1,50 zł)


- 2 x ćwiek (ćwieki są sprzedawane razem z nitem mocującym, tutaj nity są zbędne. Cena w pasmanterii: 60-80 gr/szt.)


- pilniczek do metalu
- zmywacz do paznokci
- super glue/kropelka/inny cyjanopan itp., cena około 2-3 zł/tubka.

Tutorial jest bardzo prosty: spiłuj spody ćwieków tak, aby powierzchnia była wyrównana, gładka, coby klej dobrze się trzymał, następnie odtłuść powierzchnię (ja użyłam do tego celu odrobiny zmywacza do paznokci). Przy pomocy super glue przyklej sztyfty do ćwieków i gotowe, możesz już jarać się (jak ja) ćwiekowymi kolczykami.
 



Noo, doobra, przyznam się, że głównie chciałam się pochwalić moim super-hiper-mega-czoko projektem naszyjnika :) macie tu zdjęcia i piszcie, co sądzicie. Jak wiadomo, nakrętki w większej ilości są ciężkie, ale na szyi noszą się całkiem komfortowo :)

Tak naszyjnik prezentuje się na stole...



... a tak na mojej szyi :P


pozdrowionka!

piątek, 21 września 2012

DIY skórzane dodatki

Gdzieś tam kiedyś napisałam, że ze względu na to, iż zaopatrzyłam się w spory kawałek skórkowego materiału, wkrótce na moim blogu pojawi się więcej skórzanych dodatków.
Dziś, szyjąc muszkę, przypomniałam sobie o trzech innych dodatkach, których jeszcze tutaj nie pokazywałam. Są to drobiazgi, więc nie bardzo wiedziałam, do którego wpisu je podpiąć. Stąd dzisiejszy post: skórzane sierotki zebrane razem :)

Najnowszy mój twór - muszka skórzana :) w tej kombinacji będzie wyglądać najlepiej, gdy przerobię koszulę tak, aby zapinała się pod samą szyją. Muszka jest doszyta do gumki o szerokości około 7 mm, cena w pasmanterii to 60 gr/metr.



Pierścionek - powstał w taki sposób: ze skrawków skórki zrobiłam kokardkę, która tak mi się spodobała, że postanowiłam ją zachować i wymyślić dla niej przeznaczenie :) kiedy otworzyłam paczkę z zamówionymi przeze mnie elementami do tworzenia biżuterii i zobaczyłam, że przecież zakupiłam bazy do pierścionków (!), już wiedziałam, że kokardka będzie pierwszym pierścionkiem wykonanym z wykorzystaniem owej bazy :)



Następnym maleństwem jest breloczek w kształcie serduszka. Ze skórki wycięłam dwa identyczne serduszka i miały to być początkowo łatki na łokcie swetra, lecz przy przymiarce zauważyłam, że skórka nie będzie się ładnie układać na tychże łokciach, dlatego zrezygnowałam na jakiś czas z tego pomysłu (poszukam lepszego materiału, bardziej miękkiego i podatnego na zginanie). Myślałam, myślałam, no i wymyśliłam: powstał serduszkowy breloczek ze wstążkową kokardką :)


Kolejnego pochmurnego dnia powstały kolczyki-frędzelki. Z takimi kombinowałam już dłuższy czas w mojej główce, lecz w żadnej pasmanterii ani tez sklepie z artykułami dla artystów nie mogłam dostać tych srebrnych końcówek, które idealnie nadają się zarówno do zakończenia bransoletek, kolczyków, breloczków, jak i innych drobiazgów. Po otrzymaniu paczki z moim zamówieniem, wzięłam się od razu do pracy :D


A teraz koniecznie muszę się pochwalić moim krakowskim łupem - zajadając zapiekankę na Kazimierzu, zobaczyłam mini-targ, gdzie m.in. znajdował się facet sprzedający różne starocie. Miał mnóstwo skórzanych torebek, ale jedna zachwyciła mnie zdecydowanie najmocniej :) Jak na prawdziwą skórzaną torebkę, kupiłam ją za grosze - za podobną cenę można kupić torebki w sieciówkach, które są wykonane z lipnej jakości materiałów (torebki, nie sieciówki). Już dawno polowałam na taką torebkę, ale nie stać mnie było na wydatek rzędu około 250 zł. A ta jest śliczna - czarna (nie mam jeszcze czarnej torby), ma dwa zwisające paseczki z klamrami, czyli krój, który uwielbiam i jest idealnych rozmiarów - nie za duża, nie za mała, ale mieści format A4(!), na studia w sam raz. Ogółem - mój IDEAŁ :) dobra, dobra, już się nie chwalę, zobaczcie sami :D


pozdrowionka :)