czwartek, 20 września 2012

DIY biżuteria LEGO

Klocki LEGO mają osobowość. Najlepszym na to dowodem jest fakt, że podczas robienia zdjęć poszczególnym klockom, w moim aparacie odzywał się system wykrywania twarzy, więc jeśli gdzieś wypatrzycie jakieś mordki w LEGO, to dajcie mi znać w komentarzach :D
Biżuteria jest wykonana po części z oryginalnych klocków LEGO, po części z jakichś bardzo dobrych podróbek (poza brakiem wytłoczonych napisów, nie różnią się niczym) - w zależności od tego, jakie części udało mi się pozyskać. Pojedyncze elementy klocków LEGO można dostać na allegro. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że mój Ukochany w dzieciństwie był uzależnionym fanatykiem LEGO, nie miałam problemu z ich zdobyciem, ponieważ - jak przystało na szanującego się kolekcjonera - ten nigdy nie wyrzuca/nie opuszcza swojego zbioru aż do śmierci. Poczułam się wyjątkowo, gdy z całego pudła jego świętych klocków pozwolił mi wybrać kilkanaście elementów :)
Niektóre z nich od razu w mojej głowie dostały swoją rolę jako przyszła biżuteria, na inne jeszcze przyjdzie czas. Te, na które miałam od początku pomysł, zostały przewiercone w odpowiednich miejscach.

moje łupy :)
Na początek - krótki tutorial: legowa bransoletka - zrób to sam:

Wybrałam trzy klocki tej samej wielkości. Poprosiłam chłopaka o przewiercenie każdego z klocków w czterech miejscach - oto, co powstało:

Wszystkie klocki związałam ze sobą, o, w ten sposób:


Do przewiązania użyłam czarnego sznurka woskowanego, cena w pasmanterii za takie cudeńko to około 50 gr/metr. Przyznam szczerze, że nanizanie każdego klocka było nie lada katorgą dla mnie, ponieważ końcówka sznurka rozwarstwiała się na wszystkie możliwe sposoby i za cholerę nie chciała przejść przez dziurki. Potem jednak przypomniałam sobie genialny sposób z dzieciństwa, kiedy to całe dnie spędzałam, ślęcząc nad stosem koralików i próbując je nawlekać na nitkę... mianowicie, na końcówkę nitki aplikowałam odrobinę lakieru do paznokci, co zapobiegało na jakiś czas rozwarstwianiu. Dziś ten sposób również zadziałał :) (a mówił Mój Osobisty Facet: "przewiercę Ci to większym wiertłem", to się dziecko uparło no i ma...).
Na odstających nitkach wykonałam splot makramkowy, bardzo prosty, musicie uwierzyć na słowo, chyba, że nie wierzycie, no to znajdźcie sobie tutorial tego splotu i się przekonacie, o! :P


Gdy makramowy splot osiągnął zamierzoną przeze mnie długość, zawiązałam supełek i podkleiłam go super glue, coby się nie strzępił i nie rozwiązywał.


Nadmiar sznurka odcięłam i do każdego z końców bransoletki przymocowałam metalowe zaciski, do których doczepiłam zapięcie.



Tadaaaaaam! Gotowa bransoletka :) Na moim obrzydliwie chudym nadgarstku nie wygląda tak fajnie, jak zapewne wyglądałaby na czyimś, normalnych rozmiarów nadgarstku, no ale cóż poradzić... :P



 Jak już jesteśmy w temacie bransoletek, to pokusiłam się o jeszcze jedną, tym razem prostszą, bardziej delikatną - czyli coś w sam raz na moją łapkę :)



Potem poleciałam już po całości, zatem są jeszcze kolczyki...





... i naszyjnik :) którego notabene nie chciało mi się przymierzać do zdjęć, gdyż na bluzie i tak nijak by się prezentował, a zrezygnowanie z ciepłej bluzy na rzecz kilku zdjęć nie wchodzi w grę :D taki oto ze mnie lenich i śmierdziuch i w ogóle bezczelnik :P


Może kiedyś w przyszłości pokuszę się o jakieś konkretniejsze zdjęcia naszyjnika w zestawieniu z ciekawym ciuszkiem :) pomyślę nad tym, pomyślę...

I ostatnia rzecz, którą muszę się z Wami podzielić: chodziłam sobie ostatnio po krakowskich galeryjkach hendmejdowych i się przeraziłam... WSZYSTKIE rzeczy są takie same! Ja nie wiem, czy podkradanie sobie nawzajem pomysłów i wykonywanie IDENTYCZNYCH przedmiotów, jest takie fajne... nie sądzę. Rozumiem - inspirowanie się, tworzenie na podstawie czyichś prac SWOICH projektów, które tylko w delikatny sposób nawiązują do pierwowzoru, ale nie całkowite zżynanie... Po chwilowym zastanowieniu rozważyłam jeszcze inną możliwość: istnieje jedna linia produkcyjna, która wyprzedaje swoje rękodzieła do galeryjek, dlatego są to identyczne produkty. Bardzo prawdopodobne, tylko dlaczego wtedy każda z galeryjek metkuje towar swoją nazwą? Tak czy siak - dziwnie to wszystko wygląda i nie satysfakcjonowałaby mnie praca w takiej galeryjce, bo co to za przyjemność sprzedawać czyjeś rękodzieła pod swoimi metkami?

Aha, jeszcze jedna sprawa: wizyta w jednej z pierwszych galeryjek troszkę podcięła mi skrzydła, gdyż zobaczyłam wykonaną biżuterię w taki sposób, w jaki sobie to kiedyś wymyśliłam w mojej małej główeczce, po czym te projekty zostały przelane na papier i czekały na swoją kolej... no i tak mi trochę smutno się zrobiło, że ja tutaj się jaram sama do siebie, że wymyśliłam coś fajnego, nie inspirując się nawet Internetem, a potem widzę w identyczny lub bardzo podobny sposób wykonane przedmioty :( noooo ale potem doszłam do wniosku, że kurczę blade, przecież kilka osób może wpaść na ten sam pomysł w krótkim czasie... i już się nie przejmowałam :P teraz mam motywację, żeby wymyślić coś, na co jeszcze nikt nie wpadł, hehe :D

pozdrowienia :)

1 komentarz:

  1. Dobre :D ale rozumiem twoje rozczarowanie, bo też tak często mam.

    OdpowiedzUsuń